Historia magazynu // Historia w pigułce


Wszystko zaczęło się oczywiście od czytania komiksów, jeszcze dawno, dawno temu. Potem przyszły próby ich rysowania, aż wreszcie zakiełkowała myśl poinformowania reszty świata o tym, co się dzieje z komiksem w Polsce. Przewalały się właśnie brzemienne w skutkach lata, czyli przełom dekady lat 80-tych i 90-tych, jak się okazało przełomowe dla Polski, Europy i świata, a my zyskaliśmy nagle możność z tym światem w miarę nieskrępowanego kontaktu.
To wszystko przez Szwedów. Znalazłem w jakimś zachodnim magazynie o grafice i ilustracji (może był to szwajcarski "Graphis" z numerem poświęconym w całości komiksowi?) adresy różnych organizacji zajmujących się komiksem. Napisałem listy do kilku z nich, ale odpisali tylko Szwedzi. Ich Akademia Komiksu mieściła się już co prawda pod innym adresem (pismo pochodziło z lat 70-tych), lecz mimo to poczta odnalazła ją i doręczyła list. Zostałem zaproszony w 1990 r. do wygłoszenia wykładu o komiksie polskim i wschodnioeuropejskim na takim szwedzkim konwencie komiksu. Potem już to się potoczyło lawinowo. Pojechałem do Finlandii, jeszcze raz do Szwecji, poznałem twórców komiksowych fanzinów w Danii. Zachód chciał wiedzieć o Polsce i o dawnym bloku komunistycznym jak najwięcej. Czuło się, że jesteśmy w centrum uwagi. Korespondencja i zaproszenia sypały się z Francji, Japonii, USA. Nie wszędzie mogłem dotrzeć. A rozpoczęły się już komiksowe konwenty w Polsce (1991 r.) i życie środowiska komiksowego nabierało rozpędu. Pomyślałem, że mógłbym wydawać informator, który z jednej strony zbierałby informacje o krajowych twórcach komiksu i sytuacji na naszym rynku, a z drugiej strony informowałby moich zagranicznych znajomych o tym co się u nas dzieje. Oczywiście oni przedrukowywaliby te informacje w swoich pismach i tak sława polskiego komiksu zaszłaby na kraj świata. Język angielski, który znałem w stopniu wystarczającym do redagowania takiego biuletynu, dawał szanse powodzenia całego przedsięwzięcia, jako zrozumiały i za granicą i w kraju. Tak w 1991 r. powstał "Comics News Service from Poland" i po części spełnił swoje zadanie. Zacząłem wtedy pracować w gazecie, więc łatwiej mi było o dostęp do informacji i sprzętu koniecznego do technicznej obróbki pisemka...
Wydawnictwo to otrzymał jakąś bardzo okrężną drogą Łukasz Zandecki. Skontaktował się ze mną i postanowiliśmy robić komiksowego zina po polsku i o krajowym komiksie. Łukasz wymyślił nazwę i logo "AQQ". To był rok 1993 i po ósmym numerze "CNSfP" ukazał się w październiku pierwszy numer "AQQ". Debiutowaliśmy nim na konwencie w Łodzi. Miał 32 skserowane strony formatu A5, a opublikowana tam jednoplanszówka Jarka Żukowskiego dostała się na łamy "Gazety Wyborczej", jako ilustracja dość jednostronnego sprawozdania z łódzkiej imprezy.
W zasadzie był to czas upadku wysokonakładowych pism komiksowych, które, jak pamiętam, nie zaspokajały moich potrzeb jako pasjonata komiksu. Były źle redagowane, publikowały jakieś przypadkowe komiksy. Miałem inną wizję robienia magazynu komiksowego. Chodziło o to by był to rzetelny, opiniotwórczy, w miarę obiektywny i aktualny magazyn z komiksami i o komiksach. Chodziło przede wszystkim o komiksy polskie. Wymiana myśli, poglądów i pomysłów oraz prezentacja prac dokonywana na komisowych spotkaniach miała być kontynuowana na łamach "AQQ". Nie wszystko się udało, szczególnie jeśli chodzi o aktualność, objętość, nakład. 
W 1995 r. pismo zwiększyło format do A4. Bodziec przyszedł ze strony "Komiks Forum" wydawanego przez Witka Idczaka. Potem nadeszły inne pisma i ziny. Bardzo dobrze, że wychodzą, mnożą się. Część z nich naśladuje konwencję "AQQ". To mnie bardzo cieszy. Ta konwencja nie jest zbyt oryginalna: to po prostu pismo z komiksami i tekstami o nich, ale jednocześnie to najtrudniejszy rodzaj pisma do prowadzenia. Wie o tym każdy, kto próbuje taki rodzaj magazynu tworzyć. 
Po drodze do mnie i Łukasza dołączył Radek Lipowy, człowiek z okolic Gdańska, który studiował w Poznaniu i tu pozostał. W 1996 r. odbyliśmy wspaniałą redakcyjno-wakacyjną wyprawę do Francji i Hiszpanii właściwie dzięki Radkowi. Miał na południu Francji wakacyjną praktykę studencką. Plonem tej wyprawy były odwiedziny u Rosińskiego i przeprowadzony z nim wywiad oraz odwiedziny w Angouleme. A Radek miał okazję przyjrzeć się dokładnie przez pół roku tamtejszemu "komiksowemu rajowi"...
Po kilku latach współpracy wycofał się Łukasz Zandecki, który postanowił zająć się pracą i fotografią. Nadal wspomaga mnie Radek Lipowy i wielkie grono współpracowników, osób kompetentnych i z pasją do odkrywania coraz to nowych, komiksowych światów. Bez tej pasji i pracy pismo nie mogłoby się ukazywać. Jesteśmy wydawnictwem typu non-profit, to znaczy, że nie płacimy za teksty i komiksy, ale też na nich nie zarabiamy. Nie mamy na razie żadnych sponsorów, ani stałych dotacji (zdarzyła się jedna, bardzo prestiżowa w 1999 r. - od Fundacji Batorego), choć staramy się o nie. Może niewystarczająco, ale to trudne przy wielu innych zajęciach. Pismo mogłoby być wtedy tańsze.
Oczywiście "AQQ" nie mogłoby się ukazywać, gdyby nie przychylność wielu naszych "braci i sióstr w komiksie". To oni przysyłają nam swoje prace za darmo, za satysfakcję z tego, że je opublikujemy, dopingują nas do pracy, dyskutują z nami, chwalą i ganią. Od początku istnienia AQQ przewinęli się przez jego łamy chyba wszyscy znaczący twórcy nowego pokolenia oraz krytycy, teoretycy, publicyści, kolekcjonerzy. Współpracowaliśmy, lub do dziś współpracujemy ściśle z wszystkimi środowiskami komiksowymi w kraju, np. ze środowiskiem bydgoskim (Andrzej Janicki, Jacek Michalski, Krzysiek Różański , wcześniej też Romek Maciejewski, Piotr Tołysz), z Tomkiem Marciniakiem z Torunia i z Darkiem Żejmo, z Jarkiem Żukowskim i wcześniej także z Arturem Łobusiem, z Piotrem Drzewieckim i Andrzejem Baronem ze Szczecina , z łodzianami (których część pracuje już teraz w Warszawie): Witkiem Domańskim, Tomkiem Piorunowskim, Przemkiem Truścińskim i Agnieszką Papis oraz z nową falą łodzian (Ostrowski, Lechowicz), ze Sławkiem Jezierskim - do dziś umieszczam na listach jego Kica czytającego "AQQ", z Jurkiem Ozgą, Wojtkiem Birkiem, Grzegorzem Weigtem, Aleksandrem Ogazą (szkoda, że to się urwało dość niefortunnie), Sławkiem Zajączkowskim, Anką Piotrowską i Piotrkiem Goćkiem, z Kamilem Śmiałkowskim (cały numer 4), z Krzysztofem Prosiakiem Owedykiem, z warszawianinami: Krzysztofem Gawronkiewiczem i Dennisem Wojdą, ale i z Tomkiem Lwem Leśniakiem i Rafałem Skarżyckim), od początku sekundował naszym poczynaniom Paweł Dunin-Wąsowicz (zinowy weteran, prowadzi własny zin literacki "Lampa i iskra Boża, obecnie w "Machinie"), no i z wieloma innymi jednorazowo, lub częściej...
Dużą przyjemnością i wyróżnieniem jest dla mnie współpraca i prywatne kontakty z wszystkimi wymienionymi autorami. To pismo robimy przede wszystkim dla nich. Chcemy, by na naszych łamach publikowali wszyscy, którzy rysują w Polsce dobry komiks, lub którzy o nim sprawnie piszą. Mam nadzieję, że to klarowny układ. Te nadsyłane do nas materiały to działania bezinteresowne, szczere. Choć oczywiście dobrze byłoby robić normalny magazyn komiksowy i płacić w nim honoraria za publikacje. Może do tego kiedyś dojdzie. Może takim magazynem stanie się "Komixorama".
Na koniec sprawa szaty edytorskiej. "AQQ" to pismo czarno-białe, choć teraz z kolorowymi plakatami i z kolorową "Komixoramą". Takie musi być ze względu na koszty produkcji. Ale takie mi się właśnie podoba. Jest jakaś magia w czarno-białym kadrze, kresce. Podziwiam kolorowe komiksy, ale jakoś przywykłem do czerni i bieli w "AQQ" i trudno by mi było się z nią rozstać.
Sam siebie pytam jak długo jeszcze magazyn będzie się ukazywał, jak się będzie zmieniał? Czy stanie się większy, bardziej profesjonalny, czy upadnie. Czy się przeistoczy w inne pismo, czy się zmieni? Jak bardzo? Nie wiem co się zdarzy. Na razie minęło 8 lat...

Poznań, 22 maja 2001

WITOLD TKACZYK
redaktor i wydawca AQQ