Recenzje // Dark Horse // Star Wars. Clone Wars. Adventures


 

STAR WARS. CLONE WARS. ADVENTURES (edycja na Free Comic Book Day); scen.: Welles HArtley, rys.: The Fillbach Brothers, kol.: Sno Cone Studios, okł.: The Fillbach Brothers & Dan Jackson, Dark Horse Comics, lipiec 2004, kolor, 28 s., ok. miękka, FREE!

Przyzwyczajony do „realizmu” świata SW ze zdumieniem przyjąłem zdecydowanie „umowną” formę animowanej serii Clone Wars. Jednakże ona właśnie, jak i eksperymenty, które pojawiają się na łamach podserii Tales, zwiastowały wyraźnie pewien przełom. Dlatego też zeszyt, jaki ukazał się na Free Comic Book Day, znacząco odbiegający od dotychczasowych standardów „realizmu” serii, nie był już tak wielkim zaskoczeniem. CW. Adventures, to produkcja wyraźnie bardziej skierowana dla fanów komiksu jako takiego - poszukiwaczy nowych form, eksperymentatorów, niż do „klasycznych” fanów SW.

Mistrzyni Jedi, generał Luminara Unduli i jej padawanka, Barris Offee dowodzą oddziałem klonów, który przygotowuje się do starcia z separatystami. Rzecz rozgrywa się na planecie Nadiem, pięć miesięcy po bitwie o Geonosis.

Fabuła zawiera charakterystyczne dla SW elementy humorystyczne i bohaterskie - to po prostu kolejny epizod z przepastnego uniwersum Lucasa, jakich pewnie będzie jeszcze wiele. Nie znaczy to, że jest to komiks nieważny. Free Comic Bkok Day jest dniem wyjątkowym i wszyscy duzi wydawcy przygotowują na tę datę wybrane tytuły, aby rozdając je za darmo zaprezentować swoim i nowym czytelnikom. To forma promocji serii (nowych, jak i już dobrze znanych), jak i komiksu jako takiego. Nie wątpię zatem, iż, historia, którą tandem LucasBooks i Dark Horse zdecydował się wypuścić właśnie w takim dniu i formie ma znaczenie dużo większe.

O czasie akcji (pomiędzy II a III częścią filmu) już wspominałem, podobnie jak o pewnym podobieństwie tego tytułu do ostro promowanej serii animowanej i towarzyszącego jej cyklu komiksów. Kluczowy wydaje mi się tu jednak rysunek. Pozorna prostota i niestaranność w doborze planów i proporcji to wyraźny ukłon w stronę rysunkowej względności. Są to, bowiem uproszczenia jakże zdumiewające, a jednocześnie czytelne i wyraziste. Jakby chodziło o pokazanie, że komiks jest dla świata SW ważny i to ten komiks, który „nie jedno ma imię”. Komiks, który poprzez rysunkowo-tekstową dwoistość narracji posiada wyjątkową elastyczność, a tym samym do zagospodarowania ogromną przestrzeń pomiędzy maksymalnym realizmem, a ekspresjonizmem.

No i jest jeszcze sam wszechświat SW, któremu zdecydowanie przyda się takie „odbrązowienie” w oczekiwaniu, na miejmy nadzieję, udaną Cześć III filmowej sagi.

ToN