Recenzje // Dark Horse // The Ring 2


 

THE RING 2; scen.: Hiroshi Takahashi (wg książki: Kojiego Suzuki), rys.: Meimu, Dark Horse Manga, Digital Manga Publishing, maj 2004, cz.-b., okł. kartonowa, 12,95 $, org. wydanie: Kadokawa Shoten Publishing Co. Ltd.

Gdy po raz pierwszy zajrzałem do komiksu Meimu, nie widziałem jeszcze filmu. Przeczytałem go, zatem i... zacząłem zastanawiać się, o co w tym wszystkim chodzi?

Powraca tu zagadkowa, mordercza kaseta video. Znów ktoś ginie z przerażania, ale... Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ginie również pewien dreszczyk. Oczywiście, pierwotnego wrażenie nie zastąpi nic, ale dlaczego Japończycy zrezygnowali z jasno wyartykułowanej sugestii, iż być może, moce, którymi dysponuje Sadako „są nie z tej ziemi”? Chcieli „uwiarygodnić” opowieść? A może to wpływ Amerykanów, którzy w swym remake'u poszli wyraźnie w parapsychologię?

Pewnie dałoby się to sprawdzić po datach wydań, ale ważniejsze jest nie tyle to, co było pierwsze - jajko czy kura, dość, że druga cześć Kręgu również w wersji japońskiej wyraźnie zmierza w kierunku inner space.

Z części drugiej dowiadujemy się nie tylko, że działają tu siły parapsychiczne, ale również, ze istnieje sposób, aby je „uziemić”. Nie ma sensu zdradzać tu nic więcej. Kto widział film ten wie o co chodzi, temu zaś, kto nie widział - nie będę wyjawiał sekretów. Wszak całość zasadza się właśnie na zaskoczeniu.

Próżno łudzi się natomiast ten, kto myśli, ze komiks wyjaśnia coś więcej niż film. Jest on równie zawiły i trzeba czytać go niezwykle uważnie. Nie ułatwia tego wyraźna przewaga ilustracji nad dialogami, ale przynajmniej nikt tu natrętnie nie wykrzykuje co drugą scenę: „Yoichi!”, co na ekranie brzmi wręcz groteskowo.

W lekturze pomaga zaś niewątpliwie rysunek, który jest tu bardzo staranny i przejrzysty. Znakomita amerykańska edycja - wcale nie na papierze najwyższej klasy - wydobywa z tej mangi wszystkie detale. Ważny jest też pośredni format, znacznie ułatwiający lekturę.

Czy The Ring 2 przynosi ostateczne odpowiedzi i rozwiązania? Pozornie tak. To dobrze, bo dzięki temu można traktować go jako zamkniętą samodzielną opowieść. Co z tego, że wiemy, iż jest już Ring trzeci i czwarty...

ToN