Recenzje // Egmont Polska // Nathan Never - Aleja śmieci:


NATHAN NEVER: Aleja śmieci, scen. Michele Medda, rys. Germano Bonazzi, 96 str. cz.-b., okładka kolor, format A5, wydawca: Egmont Polska, cena 9,95 zł

Właściwie już odpuściłem sobie tę serię, mówiąc: do trzech razy sztuka. Opracowanie graficzne poprzednich tomów nie zachwycało, ale i nie raziło, lecz jeśli chodzi o scenariusze - dostawałem szału. Były zbyt przewidywalne, balansujące niebezpiecznie blisko granicy kiczu.

Dla świętego spokoju sięgnąłem po Aleję śmieci - co tam, przejrzę i utwierdzę się w decyzji, aby więcej nie tracić czasu na tę serię. I oto - całkowite zaskoczenie: zasada "do trzech..." się nie sprawdziła - czwarty wydany w Polsce album "Nathana Nevera" udowodnił, iż aby komiks był czymś więcej niż tylko ciągiem obrazków z dymkami, musi zawierać zarówno rysunki, jak i scenariusz obdarzone choćby minimum artyzmu. I tak jest z Aleją śmieci; rysunki niby te same (wszyscy plastycy tworzący tę serię starają się rysować podobnie), ale scenariusz, scenariusz, i przede wszystkim scenariusz - niby nic odkrywczego, a jednak... (co dziwniejsze, ta sama osoba napisała tomy Vampirus i Dzieci nocy).

Właściwą opowieść tworzą cztery przeplatające się i zbiegające w finale historie: grupki dzieciaków usiłujących ukraść pas odrzutowy lokalnej paserce; drobnego rzezimieszka Kino, który, aby spłacić dług wobec mafii, próbuje przerobić na szaro bezwzględnego mordercę i hackera Shado; wspomnianego łotra, pragnącego dojść, któż wyciął mu numer, wykorzystując jego starannie opracowany plan intratnego skoku; oraz polowania Nathana Nevera na rzeczonego Shado. Należy wspomnieć także o kilku pobocznych wątkach, przewijających się przez parę stron i wzbogacających klimat opowieści oraz naszą wiedzę o świecie Nathana N. (który, dodajmy, właściwie występuje tutaj jako tło - postać drugiego planu).

Gorąco polecam ten tom "Nathana Nevera"; mam nadzieję, iż zaskoczy innych czytelników równie pozytywnie jak mnie. Oby kolejne albumy zachowały choćby odrobinę klasy Alei śmieci. (jacP)

P.S. Okładka autorstwa Germano Bonazziego (czyli autora rysunków) poza postacią NN praktycznie nie ma nic wspólnego z tym, co znajdujemy w środku.